Miłość trzeba wytęsknić, wycierpieć, wypłakać*
Zdmuchnął z jej rzęs tęsknotę,
zastygłą i permanentną, stworzoną na kształt jego imienia i głosu. Spojrzenie
niebieskich tęczówek przeżartych smutkiem osiadło na jej bladej twarzy, gdy
mocniej ścisnęła jego palce, jakby w akcie ostatecznej walki ze strachem
zagnieżdżonym w jej wątłym ciele. Potrzebowała go – drżenia jego rąk, bicia
ukochanego serca, szeptów w ciemności i krótkich pocałunków składanych na jej
cienkich powiekach.
– Kochaj mnie, kochaj mnie mocniej niż wczoraj i mniej niż jutro.
Bądź przy mnie, bądź przy mnie stale,
nie odchodź – szepnęła mu w usta, nim stęsknione gąbeczki warg złączyły się w
delikatnym muśnięciu.
…żądam
miłości do szpiku kości*
*
Przyglądał się jej palcom, długim i
bladym, spowitym turkusową farbą. Lubił na nią patrzeć, zachwycać się nią – i
robił to każdego dnia, by potem, nocą, przy szczelnie zasłoniętych oknach
budować słowami jej obraz: taki idealny,
taki dopieszczony! Choć wiedział, że
tego nie lubi – nie wtedy, nie tam – pocałował ją w kark; krótko i delikatnie.
Wyobraził sobie, jak zagryza nieśmiało, niewinnie dolną wargę, i uśmiechnął się
lekko, wtulając polik w jej szyję.
– Hugo*,
proszę – powiedziała cicho, bez przekonania, a on przejechał opuszkiem palca po
jej podbródku.
– Zimno mi. Po udach, po rękach, po sercu –
szepnął. – Tak mi chłodno bez ciebie.
Dotknęła jego rąk otaczających
ciasno jej talię, chłonąc szczęście, zakopując strach. Nie mówiła nic, po
prostu była – a on pamiętał. Przecież pierwsza mu powiedziała, że kocha.
Płacze
się bez słów
i
kocha*
*
Pudrowa sukienka zawirowała w tańcu,
gdy po raz piąty poprosił ją na parkiet. Nerwowe spojrzenie i dorodne rumieńce
na zwykle bladych polikach zdradziły ją nie po raz pierwszy i nie ostatni –
jeszcze pamiętała dotyk jego palców, słodki oddech na obojczyku i kilka słów,
wypowiedzianych ot tak, po prostu.
Śmiała się głośno, doniośle, aż brakowało jej tchu, a w głowie wirował
zniekształcony obraz jego twarzy. W powietrzu znać było ciężki zapach męskich perfum,
pierwszego potu i drogiego alkoholu, kupionego na dzień przed.
– Vincent
– powiedział cicho i wyraźnie, ze wzrokiem utkwionym w jej pełnych wargach. –
Jesteśmy na siebie skazani przez najbliższe tygodnie.
– Nie będziesz żałował – szepnęła mu na ucho.
Musnąwszy wargami jego szorstki policzek, dodała: – Mów mi Navelle.
…każdy
dotyk ma echo.*
*
Przekręciła klucz w drzwiach dwa
razy, nim dostała się do środka niewielkiego mieszkania. Stanęła u progu,
rozkoszując się zapachem jaśminowej świecy, który osiadł gdzieś w zakamarkach
domu, jakby świadomy, że taka namiastka szczęścia jest jej w tych chwilach
niezwykle potrzebna. Zapomniała domknąć drzwi, nie zauważyła błota na
drewnianych deskach podłogi, umknęło jej, że wciąż ma na sobie beżowy płaszcz –
prezent od niego. Ślina w ustach
zmieniła smak, w głowie zawirowało, a całe ciało przeszedł znajomy dreszcz –
mieszanka strachu i podniecenia. Jej drżące palce dotknęły szarego, niemodnego
już papieru, w który zawinięty był obszerny plik kartek. Przejechała językiem
po wardze, po chwili ją przygryzając. Skórzana, brązowa torba upadła z głuchym
łoskotem na podłogę, gdy podeszła bliżej okna. „Dla Léonie. Bo Ona –
wszystko”, przeczytała na pierwszej stronie, a pojedyncza słona kropla
zrosiła smutkiem i żalem śnieżnobiały papier. Osunęła się wzdłuż błękitnej
ściany, przyciągając nogi do klatki piersiowej i wpatrując się przez dłuższą
chwilę w obraz zaczęty kilka dni temu, o
trzeciej nad ranem. Pamiętała tamtą złość, rozczarowanie i strach
gnieżdżący się gdzieś pod żebrami. Jeszcze czuła na języku smak wypitej kawy,
zeschniętą krew na zmaltretowanej wardze i ten cuchnący, przenikający wszystko
zapach samotności i niekochania. Przełknęła ślinę, mocno zaciskając powieki,
jakby w obawie przed kolejną dawką wspomnień, i wtuliła twarz w cienki materiał
płaszcza. Płakała – nie po wierzchu, głęboko
w środku. Płakała jej niewinność i młodzieńcza naiwność; łkała ona sama –
głośno i spazmatycznie. Szorstkość papieru poznawała opuszkami palców,
wdychając ulotną woń wspomnień i zbrukanej miłości. Długo pieściła wzrokiem
wyblakłe słowa.
…pomiędzy
mną i Tobą nie ma nikogo*
*
Filiżanka z cichym brzękiem
opadła na błękitny spodek, a pokój wypełnił się ciszą, gdy przez dłuższą chwilę
obserwowała swe trzęsące się, blade dłonie. Czuła łzę zawisłą na końcu rzęsy,
niczym akrobatkę spacerującą w powietrzu po linię, i zastanawiała się, ile
takich poranków przeżyła w swym trzydziestokilkuletnim życiu. Spojrzała przez
okno. Leniwe promienie dopiero budziły się do życia, okraszając swym blaskiem
wszystko, co było w zasięgu jej wzroku. Westchnęła i przygryzła wargę, skąpaną
w karminowym odcieniu. Odwróciła się w momencie, gdy naciskał klamkę – nie po
raz pierwszy i nie ostatni wpatruje się w jego plecy, gdy odchodzi.
– Vincent? – szepnęła w pustkę mieszkania
pozbawionego jego obecności. Jak co dzień, odpowiada je głucha cisza.
Cóż
na niemiłość poradzę?*
{* Wiesław
Myśliwski; *Arek Kłusowski; *Mela Koteluk; * Marcin Świetlicki; * Czesław
Miłosz; * Julian Tuwim}
{*
wymawiać „Ugo”}
Spontaniczne, dzisiejsze, może
nie przetrwać kilku dni. Ot tak, pod wpływem chwili. Dla siebie. Przede
wszystkim. Nie znam ani tej historii, ani tym bardziej tych bohaterów – Hugo, Léonie, Vincent, Navelle i Vinette
(ostatnia pani). Artystyczne dusze. Nie wiem, kto z nich jest mi najbliższy.
Tak naprawdę niewiele wiem – i o to chodzi; tak jest najpiękniej.
Nie obiecuję nic.
Ty również, jak Hugo, potrafisz kreślić słowami obraz. "taki idealny, taki dopieszczony" ...
OdpowiedzUsuńpóki co, cieszę się, że znów piszesz i wydaje mi się, że odnalazłabym w Léonie pokrewną duszę.
/adriennesophie
Wydaje mi się, że najbardziej moja będzie Vinette.
UsuńCieszę się, że Cię mam - również tutaj.
Navelle jest moja. Ciekawi mnie, co dalej, co jeszcze i co będzie. Ale nie mogę liczyć na zbyt wiele.
OdpowiedzUsuńSwoją drogą - ciekawe imiona.
Jestem na wielkie TAK, żebyś pisała to dalej. Tęskno do dobrych słów i emocji.
Szczerze mówiąc, mnie imiona nie satysfakcjonują w 100% - jednak nic nie zastąpią ukochanego "Nomelle".
UsuńKiedyś na pewno ta historia powstanie - może już się pisze, kto wie. Wiem na pewno, że chciałabym pokazać mój punkt widzenia na pewne sprawy.
Tak, Navelle jest Twoja, Aniu. Tak sądziłam, że ją polubisz.
Tęskniłam do Twoich słów, do Ciebie, A.
OdpowiedzUsuńBędę ich obserwowała, szczególnie Hugona. Mam nadzieję, że niedługo przeczytasz dlaczego.
Za mało mi ich, po prostu za mało. Zaczarowałaś już w pierwszych wersach ich historii.
OdpowiedzUsuńNie zabieraj ich.
Vinette i Navelle najbardziej mnie ciekawią! czuję, że w nich odnajdę siebie!
OdpowiedzUsuńkocham, tęsknie, jestem - Lebrun
Dobrze, że tu ze mną jesteś, Lebrun.
UsuńZazdroszczę Ci... że jeszcze piszesz, a w dodatku robisz to tak pieknie.
UsuńProszę, umilaj mój nienajlepszy czas. - Lebrun
Nie przesadzałabym z tą ilością komplementów. Mam poczucie, że stać mnie na więcej (jeśli chodzi o metaforykę i wszelakie symbole chociażby), to zaledwie przedsmak, dlatego mam nadzieję, że z każdym kolejnym postem będę w stanie lepiej przedstawić losy tej piątki.
UsuńCo się dzieje? Mam zamiar odezwać się do Ciebie niebawem na mailu, więc jeśli masz ochotę, możesz mi wszystko opowiedzieć.
Nie wiem, jak z tym moim pisaniem będzie później, od października, ale teraz pocieszam się faktem (i na tym się skupiam), że mam trzy miesiące wakacji - więc teoretycznie trzy miesiące na budowanie tej historii powoli, bez żadnej spiny. Co prawda, przez najbliższe trzy tygodnie będę pochłonięta czym innym, ale myślę, że może uda mi się stworzyć coś w przeciągu kilku dni; coś "na później".
Zjawiam się późną porą, zatracam w słowach - tak pięknych. Cudowni oni.
OdpowiedzUsuńProszę, obiecaj, że Ich nam nieodbierzesz.
To się na pewno nie stanie, obiecuję.
UsuńZaczęli żyć w mojej głowie, to dobry znak.
Dziękuję, że jesteś - ponownie (ze mną).
Są smakowici i piękni, ubrani w najdroższe, najpiękniejsze, naidealniejsze słowa.
OdpowiedzUsuńNie zostawiaj Ich. Będą wyjątkowi, możliwe, że nawet na miarę Nomelle oraz Nicholasa.
Wiesz, All, bardzo bym chciała, żeby to opowiadanie było inne. Trochę dojrzalsze, bardziej zwięzłe (to przede wszystkim!), utkane ze słów prostych, a jednocześnie dalece metaforycznych; żeby wydźwięk tej historii był taki. Są momenty, gdy mi się to udaje i wtedy to doceniam, niemniej jednak ciągle się staram, uczę, dopracowuję. Jest ciężko.
UsuńChciałabym, żeby byli inni - i przez to wyjątkowi.
Piękne słowa, piękne imiona...
OdpowiedzUsuńStęskniłam się za twoimi słowami. Czarujesz, ty naprawdę czarujesz. Gdy czytam twoje teksty odzywa się we mnie tęsknota do czegoś, czego nigdy nie miałam.
Czekam na więcej...
I miss you.
OdpowiedzUsuńWracamy. I ja, i Oni.
UsuńDaj mi (nam) czas do przyszłego tygodnia. Wtedy coś, być może...